Refleksye

Don’t worry, matko!

Jak na prawdziwą matkę przystało składam się głównie z wyrzutów sumienia. Dotyczą one różnych rzeczy, tych mniej i bardziej poważnych. Martwię się o to, czy zjedli dość dużo, ale czy aby nie za dużo, żeby nie bolały brzuszki.O to, czy w rączki bez rękawiczek nie za zimno, ale też czy się paluszki nie pocą. O to, czy te kredki, które kupiłam kolory mają dość nasycone, bo te poprzednie jakieś za blade były, a ten róż taki nie dość różowy. Są nawet takie do których wstydziłabym się przyznać kobiecie, która patrzy na mnie w lustrze. Ale cóż, martwić się wszak jest rzeczą matki.

Wraz z nadejściem wiosny wymyśliłam sobie więc nowe zmartwienie, które wzmaga na sile wraz z przybywającymi na drzewach zielonymi liśćmi i coraz wyższą temperaturą. Skutecznie się więc nim zadręczam i katuję uporczywą myślą, że moje dzieci za mało doświadczają wiosny, a ona przecież tak szybko przemija oraz że za mało mają samej przyrody w ogóle. Ja wychowałam się na wsi i wiosny miałam pod dostatkiem. Najpierw śniegu po kolana, później roztopy, następnie to zimno to ciepło na zmianę, aż w końcu upragniona wiosna pełną gębą. Pamiętam nawet taki wiosenny zapach, który teraz czuję tylko troszkę, bo jakoś bardziej czuć spaliny. Zawsze wtedy przypomina mi się dzieciństwo. Moje dzieci od urodzenia mieszkają w mieście. Może nie jest to Nowy Jork, ale do wioski na Mazurach też mu daleko. No i dość daleko jest z centrum miasta do lasu. A żeby usłyszeć śpiew ptaków trzeba się trochę wysilić, bo zagłusza go dźwięk samochodów. Nie pobiegniesz swobodnie przed siebie, jak pies spuszczony ze smyczy, bo przed blokiem ruchliwa ulica. Nawet w błocie się nie wysmarujesz, bo wszystko wyłożone płytami chodnikowymi. Dramat! Więc idziesz na plac zabaw, czy do parku, ale tam też o spontaniczność trudno- wyznaczone ścieżki, przycięte trawniki, parę huśtawek, koniki- i tak się te dzieci bawią, jak im infrastruktura miejska pozwala. I nie, to nie jest tak, że ja narzekam na życie w mieście. Nie. Sama tak wybrałam i widzę też plusy takiej decyzji. Ale wiadomo, martwię się, bo gdzie tu mowa o kontakcie z przyrodą? Gdzie miejsce na obserwowanie zmieniającej się natury? Jak zauważyć, że przyszła wiosna, skoro ją zasłaniają bloki.

Tak więc wiozę tę latorośl dalej, niech pozna nowy grunt, niech pobiega po lesie, niech ją mrówki oblezą, albo o kamień się potknie i w zarośla jakieś wpadnie. No niech obcuje z przyrodą.

A niech jej trochę do domu zabierze, bo to też z korzyścią. Niech korzysta, bo kolejna wiosna dopiero za rok.

I spokojnie, ja sobie przecież zaraz wymyślę jakieś inne zmartwienie.

DSCF2637new.JPG

DSCF2599.JPG

DSCF2628new.JPGDSCF2661new.JPG

DSCF2663new.JPG

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s