Chcesz wiedzieć, jak wyglądało nasze mieszkanie zanim w nim zamieszkaliśmy?
Jest grudzień, godzina 19.00. Jest ciemno. Wchodzimy do klatki. Po schodach na pierwsze piętro. Dzwonimy do drzwi, czekamy. Dzwonimy, nikt nie otwiera, czekamy. Czarek wali w drzwi. Otwiera kobieta. Dzień dobry, nie tak ostro, dzwonek nie działa– mówi. Wchodzimy do środka. Oczom ukazuje się mega żółta ściana. I kolejna. Same żółte ściany. Rozglądam się. Jest przestrzeń-myślę. W korytarzu stoi okrągła ścianka. Oczywiście żółta. Żółta rotunda, trzeba mieć fantazję– myślę. Wchodzimy do salonu. Światło jest zgaszone, pod oknem stoi włączony telewizor. W wejściu, na bujanym fotelu siedzi gruba kobieta, ma duży dekolt i bardzo duży biust. Pali e-papierosa. Nie odpowiada na nasze „dzień dobry”. Patrzy i wypuszcza dym. Czuję się nieswojo. W salonie nie wszystkie ściany są żółte- jedna jest czerwona. A właściwie czerwona z brokatem. W pokoju znajdują się dwa fotele, telewizor, naprzeciwko jest kanapa, pod oknem balkonowym rozłożony jest stelaż sypialnianego łóżka, ale bez materaca. Dziwnie. Nagle z drugiego fotela podnosi się facet. Podchodzi do nas. Jest chudy. Ma lekko kręcone włosy i fryzurę na czeskiego piłkarza. Na szyi wisi e-papieros. Na „dzień dobry” odpowiada. Mówi też, że jest tu zimno, głośno i śmierdzi. Ale on może nam sprzedać 400-metrowe mieszkanie na Starym Mieście, za śmieszne pieniądze, ale tylko za gotówkę. Idziemy do drugiego pokoju. Ściany są brązowe, przy ścianie łóżko, jakieś 40 cm od niego wielka szafa. I tyle. Zero miejsca. Idziemy do kolejnego- powierzchnia jakieś 7 metrów, przejściowy, czyli użytkowa jakieś 5 metrów. Ściany całe pokryte tapetą w kwiaty. Na każdej ze ścian jakieś 30 dziur i kołków. Kolejny pokój większy, z balkonem, na środku znów łóżko, ściany czerwone. Łazienka oczywiście żółta, znośna, ale z piecykiem gazowym, prysznic mały, narożny. Kuchnia może być, ale żółta. Ogólne wrażenie- jak najszybciej wyjść.
Na klatce spotykamy agentkę nieruchomości. Mówi, że ci w środku to najemcy, którzy bardzo utrudniają właścicielce sprzedaż, ale ich nie wyrzuca, bo nie będzie miała na czynsz. Zaprzecza, że jest zimno, głośno i śmierdzi. Mówi, że gość to krętacz i żeby nie kupować od niego 400-metrowego mieszkania na starówce. Umawiamy się na drugie oglądanie pod nieobecność najemców. Do tego w dzień.
Podczas drugiego oglądania, ściany były jeszcze bardziej żółte. Mimo to, mieszkanie nam się podobało- była przestrzeń, pokoje dla dzieci (w planach), oddzielna kuchnia, dwa balkony, a to wszystko w centrum. Nic tylko brać- to wzięliśmy.
Ściany przemalowaliśmy. Rotundę w korytarzu wyprostowaliśmy. Zmniejszyliśmy szafę w sypialni, a w miejsce jej części wstawiliśmy łóżko (i zabudowę grzejnika). Zupełnie inaczej niż za pierwszym razem wygląda też łazienka. Zrobiliśmy jeszcze masę mniejszych rzeczy, samodzielnie lub z pomocą. Na szczęście kobieta z e-papierosem i czeski piłkarz wyprowadzili się bez problemów i nawet po sobie posprzątali (a na to nie liczyłam). I tylko dzwonek do drzwi nadal nie działa. Proszę pukać.
Ciąg dalszy nastąpi.
Oczywiście nie są to zdjęcia z pierwszej wizyty w tym mieszkaniu. Zrobiliśmy je niedługo po przeprowadzce. Więcej nie mamy, nie sądziliśmy, że ktoś chciałby to oglądać. 😉
Miłego!
Każdą przestrzeń można dopasować do własnych potrzeb, tylko ile trzeba włożyć w to pracy. Iwona J.
PolubieniePolubienie
Pewnie, że można- my jesteśmy w trakcie;) Ale jak się pracuje „na swoim” to to jest jednak przyjemność. Pozdrawiam! 🙂
PolubieniePolubienie
Historia lekko mrożąca krew w żyłach… 😀
PolubieniePolubienie
Nie wiedzieliśmy czy wyjdziemy z tego cało 😉 Ale śmiesznie się to teraz wspomina 😀
PolubieniePolubienie
Ważne,że widzieliście potencjał;) To się wie. Choć przyznam szczerze, dobrze,że się nie zraziliście lokatorami…
PolubieniePolubienie